SportZdrowie

Strefa komfortu – miejsce, w którym jest bezpiecznie, ale nie „rośniemy”

By 17 czerwca, 2026No Comments

John A. Shedd powiedział kiedyś: „Statek jest bezpieczny w porcie, ale nie po to buduje się statki”.

Moim zdaniem jest to jeden z tych cytatów, który doskonale oddaje istotę rozwoju. Chyba wszyscy zgodzimy się, że bezpieczeństwo jest ważne. Potrzebujemy go, aby czasem odpocząć, odzyskać siły i złapać równowagę. Problem pojawia się wtedy, gdy wspomniany na samym początku „port” staje się naszym miejscem docelowym, a nie chwilowym przystankiem.

Otóż każdy z nas ma swoją strefę komfortu. Dla jednych będzie to codzienna rutyna, dla innych praca, której nie lubią, ale która daje poczucie stabilizacji. Czasem jest nią relacja, która już nie daje szczęścia, a czasem przekonanie, że „jest dobrze tak, jak jest”.

Paradoks polega na tym, że strefa komfortu często nie jest wcale komfortowa. Jest po prostu znana. Wolimy pozostać w czymś, co znamy, nawet jeśli nie daje nam satysfakcji, niż zaryzykować „niepewność”.

Tymczasem rozwój niemal zawsze wymaga wyjście poza to, co przewidywalne. Nie oznacza to jednak, że każdy powinien podejmować takie same decyzje. 

I właśnie dlatego tak fascynujące są historie sportowców.

Rafael Nadal – kiedy warto ryzykować?

Rafael Nadal (znany tenisista) przez lata był symbolem walki, determinacji i odporności psychicznej. Wielokrotnie wracał po kontuzjach, które dla wielu zawodników oznaczałyby zakończenie kariery. Grał mimo bólu i podejmował decyzje, których skutków nikt nie był w stanie przewidzieć.

Patrząc na jego karierę sportową z perspektywy czasu, łatwo powiedzieć: „opłacało się”. Zdobył 22 tytuły wielkoszlemowe, przeszedł do historii sportu i stał się inspiracją dla milionów ludzi.

Tylko że prawda jest bardziej złożona… bo raczej nikt nie wiedział, jak zakończy się ta historia. Każdy powrót na kort po kontuzji był pewnego rodzaju ryzykiem. Każda decyzja mogła okazać się błędna.

Ktoś może dziś powiedzieć, że dalsza gra była nierozsądna, że zdrowie powinno być ważniejsze od sportu. Hmmm… z jednej strony pewnie ma rację.

Należy jednak podkreślić, to co powiedział Nadal w ostatnim dokumencie, który dotyczy jego kariery. Podczas wywiadu przyznał, że gdyby wcześniej zrezygnował, to nie przeżyłby wielu najpiękniejszych momentów swojej kariery. Nie zdobyłby kolejnych tytułów i nie napisałby historii, którą dziś podziwia cały świat.

Nie chodzi o to, aby kopiować decyzje Nadala. Chcę tylko zwrócić uwagę na to, że każdy człowiek sam definiuje, co jest dla niego warte ryzyka.

Dla jednego wyjściem ze strefy komfortu będzie zmiana pracy. Dla drugiego rozpoczęcie własnej działalności. Dla kogoś innego pozostanie w miejscu i cierpliwe budowanie tego, co już ma.

Nie istnieje jeden uniwersalny przepis na odwagę.

Maja Chwalińska – najtrudniejszy przeciwnik często siedzi w naszej głowie

W sporcie często mówi się o walce z rywalem. Znacznie rzadziej o walce z samym sobą.

Maja Chwalińska kilka lat temu otwarcie opowiedziała o depresji, z którą się zmagała. Przyznała, że był moment, kiedy tenis przestał dawać jej radość, a codzienne funkcjonowanie stało się ogromnym wyzwaniem.

Okazuje się, że czasem największą odwagą jest powiedzenie: „nie daję rady”. A więc poproszenie o pomoc. Przyznanie przed samym sobą, że potrzebujemy wsparcia.

Dziś, kiedy Maja odnosi największe sukcesy w swojej karierze, łatwo skupiać się wyłącznie na wyniku. Jednak prawdziwe zwycięstwo wydarzyło się dużo wcześniej – w momencie, kiedy zdecydowała się zawalczyć o siebie.

Iga Świątek – ciężar oczekiwań

Wielu ludzi marzy o sukcesie. Znacznie mniej osób zastanawia się, co dzieje się później.

Iga Świątek od lat funkcjonuje pod nieustanną obserwacją. Każdy jej mecz jest komentowany. Wszystkie porażki analizowane, a małe potknięcie urasta do rangi problemu.

Zatem moi Drodzy sukces nie usuwa presji, raczej powiedziałabym, że często ją zwielokrotnia, bo wyobraźmy sobie wspinacza, który zdobył szczyt góry. Z dołu wszyscy patrzą z zachwytem i mało kto zauważa, że na górze wieje najmocniejszy wiatr.

Właśnie dlatego odporność psychiczna staje się równie ważna jak talent.

Nie porównuj swojej drogi do cudzej

To chyba najważniejsza lekcja płynąca z tych historii.

Mamy tendencję do oceniania decyzji innych ludzi przez pryzmat efektów.

Jeśli ktoś odniósł sukces – uznajemy jego wybory za słuszne.

Jeśli poniósł porażkę – często krytykujemy te same decyzje.

No i teraz może Cię rozczaruję, ale życie nie działa jak matematyka.

Nie znamy wszystkich okoliczności. Nie znamy emocji, wartości, priorytetów ani motywacji drugiego człowieka. To, że ktoś zaryzykował i wygrał, nie oznacza, że Ty powinieneś zrobić to samo. To, że ktoś odpuścił i odzyskał spokój, również nie oznacza, że będzie to właściwe rozwiązanie dla Ciebie.

Możesz kopiować cudze ścieżki, ale chyba lepszym rozwiązaniem będzie odnalezienie własnej drogi.

Co znajduje się po drugiej stronie?

Na koniec chciałabym podsumować powyższe przemyślenia. Otóż, moim zdaniem strefa komfortu przypomina czasem ciepły koc w chłodny wieczór.

Daje poczucie bezpieczeństwa, ale wiesz co? Pod kocem nie nauczymy się pływać, nie przebiegniemy maratonu, nie założymy firmy, nie spełnimy marzeń i nie odkryjemy, na co naprawdę nas stać.

Nie chodzi o to, by codziennie żyć na granicy swoich możliwości. Prowadzić nieustanną walkę. Raczej mam na myśli, aby od czasu do czasu zrobić coś więcej niż wczoraj. Wystarczy krok.

Może mały. Może niepewny. Może taki, którego nikt poza Tobą nawet nie zauważy – ale właśnie od takich kroków zaczynają się największe zmiany.

Na koniec tylko dodam, że najpiękniejsze historie rzadko powstają w strefie komfortu. Powstają wtedy, gdy mimo strachu decydujemy się ruszyć naprzód.